Rado by niebożątko z mozgu oszalało289.
Więc też wojna bez wici290: gospodarz sie wierci.
Porwoniście zabitej na ostatek śmierci291!
Do tylam was rozwadzał292, aż mi sie dostało;
Bijcie sie, póki chcecie, mnie tam na tym mało293.
Kufle lecą jako grad, a drugi już jęczy:
Wziął konwią, aż mu na łbie zostały obręczy.
Potym do arkabuzów294. A więc to biesiada?
Jesliście tak weseli, jakaż u was zwada?
Nazajutrz sie jednają; przedsię go nalewaj295,