Pańska ręká mię dotknęłá,
Wszytkę mi rádość odięłá:
Ledwie w sobie czuię duszę.
Y tę podobno dáć muszę.
Lubo wstáiąc goré iáśnie,
Lubo padnąc Słońce gáśnie:
Mnie iednáko serce boli,
A nigdy sye nieutoli.
Oczu nigdy nie ususzę,
Y ták wiecznie płákáć muszę:
Muszę płákáć: o móy boże,
Kto sye przed tobą skryć może?
Próżno morzem nie pływamy:
Próżno w bitwach nie bywamy:
Ugodźi nieszcześćie wszędźie,
Choć podobieństwá nie będźie.
Wiódłem swóy żywot ták skromnie,
Ze ledwie kto wiedźiał q mnie.
A zazdrość, y złe przygody
Nie miáły mi w co dáć szkody.
Lecz pan, który gdźie tknąć widźi,
A z przestrogi ludzkiéy szydźi,
Zadał mi raz tym znácznieyszy,
Czymem iuż był bespiecznieyszy.
A rozum który w swobodźie,
Umiał mówić o przygodźie,
Dźiś ledwé sam wié o sobie:
Ták mię podpárł w méy chorobie.
Czásemby sye chćiał popráwić,
A mnie ćigżkiey troski zbawić:
Ale gdy siędźie ná wadze,
Zalu ruszyć niema władze.
Próżné to ludzkié wywody,
Zeby szkodą niezwáć szkody:
A kto sye w nieszcześćiu śmieie,
Iabych ták rzekł, że száleie.
Kto záś ná płácz lekkość wkłáda,
Słysząc dobrze co powiáda:
Lecz sye tym żal nie hámuie,
Owszem więtszy przystępuie.
Bo máiąc zránioną duszę,
Rad y nie rad płakáć muszę,
Co snaść nie cześć: to ku szkodźie,
Y zelżywość serce bodźie.
Lékárstwo to, prze Bóg żywy,
Ciężkié ná umysł troskliwy:
Kto przyiaćiél zdrowia mégo,
Wynaydźi co wolnieyszégo.
A ia zátym łzy niech leię,
Bom stráćił wszytkę nadźieię
Bo mię rozum miał rátować,
Bóg sam mocen to hamować.
THREN XVIII.
My nieposłuszné, Pánie, dźieći twoie,
W szczęśliwé czasy swoie
Rzadko ćię wspominamy:
Tylko roskoszy zwykłych używamy.
Nie baczym, że to z twéy łaski nam płynie:
A ták że prędko minie,
Kiedy po nas wdźięcznośći
Nieuznasz, Panie, zá twé życzliwośći,
Miéy nas ná wódzy, niech nas nierospycha
Doczesna roskosz licha.
Niechay ná ćię pomniemy,
Przynamniey w káźni, gdy w łásce niechcemy.
Ale Oycowskim nas karz obyczáiem:
Boć przed twym gniewem z táiem:
Ták iáko śniég niszczeie,
Kiedy mu Słóńce niebieskie dogrzeie.
Zgubisz nas prędko wiekuisty Panie,
Jesli nád nami stánie
Twa ćiężka Boska ręká:
Sámá niełaská iest nam sroga męká.
Ale od wieku twoia lutość słynie:
A piérwéj świát zaginie,
Niż ty wzgárdźisz pokornym:
Choćia był długo przećiw tobie spornym.
Wielkie przed tobą są występy moie:
Lecz miłośierdźie twoie,
Przewyższa wszytki złośći:
Użyy dźiś Pánie nádemną litośći.
THREN XIX.
álbo