Artystę i estetę przekupuje i ubezwładnia świetność i genialność obrazowania, właściwego danemu utworowi; na wpływ zaś fizjologiczny i psychiczny, rozpłomieniający wyobraźnię, denerwujący, osłabiający wolę i odporność, zamyka on oczy, uszy i wszystkie inne zmysły. Entuzjazm dla wielkich artystów i poetów robi z nich dla niejednego krytyka nietykalne bożyszcze i przeszkadza widzieć w nich jakąkolwiek skazę. Wszelka próba chłodnej krytyki, wszelka próba zastanowienia się i spojrzenia na dzieło czy też arcydzieło sztuki z innego, nie wyłącznie estetycznego, stanowiska, wydaje się entuzjaście świętokradztwem.

Nie należąc do entuzjastów, a za to cierpiąc na chroniczny brak estetyzmu, pozwalam sobie profanować zuchwale dzieła sztuki przez zastosowanie do nich miary higienicznej i etycznej.

VI

Nie wdając się wcale w roztrząsanie kwestii, czy możliwa jest w ogóle, nawet u wybrańców muz, czysto artystyczna kontemplacja obrazów, kapiących erotyzmem i krwiożerczością, bronię przed olśniewającym blaskiem artyzmu nie owych nielicznych arystokratów ducha, ale ogromne zastępy maluczkich duchem, do których w dziedzinie artyzmu sam zawsze należałem i należę.

Na maluczkich dzieło sztuki, jako dzieło sztuki, działa słabiej, ale za to wszechstronniej, tj. wywiera ono na nich wpływ nie tylko stroną artystyczną, ale — i to może przeważnie — wszelkimi innymi stronami fizjologiczno-psychicznymi.

Jednostronny artysta podpali miasto, ażeby się lubować wspaniałym widokiem pożaru; osobnik ubogi duchem pamięta przede wszystkim o nieszczęściach i łzach ludzkich, jakie ta uczta artystyczna wyciska. Niedościgły w swym estetyzmie kapłan sztuki rozkoszuje się bombardowaniem i szturmem twierdzy, gdyż dają mu one wielkie zadowolenie estetyczne; pogardzanemu przez estetów „filistrowi” przychodzi przede wszystkim na myśl związana z tymi widokami nędza ludzka, a to uniemożliwia mu wszelką rozkosz estetyczną.

I otóż ten sam „filister” pozwala sobie twierdzić, że odtwarzanie w sztuce obrazów „lubieżno-krwiożerczych”, chociażby nawet najwspanialsze i najartystyczniejsze, działa na ludzi zwykłych szkodliwie, gdyż tak czy inaczej oswaja ich z ohydą moralną. A im większy artysta, tym silniejsze wrażenie, tym potężniejszy wpływ.

Tak więc dla wielu bardzo czytelników z literatury tego rodzaju mogą powstawać pod względem higienicznym i etycznym dotkliwe szkody, gdyż:

albo popycha ona do odpowiednich czynów, osłabiając „wolę” i samokrytykę;

albo, w najlepszym razie, opanowuje wyobraźnię i zużywa energię myślenia, odwracając je od analizy rozumowej, a zmuszając do niemej kontemplacji wszczepionych w duszę obrazów lubieżnych i krwiożerczych.