A były w tym zastępie nie same tylko „realistki” i „naturalistki”. Jedne z pierwszych skrzypiec trzymała pewna „dziewica litewska”, bardzo idealna, bardzo pobożna i oczywiście postępująca według pożytecznej recepty: „i Bogu świeczka, i diabłu ożóg”.

Bądź jak bądź, mieliśmy i „klasycyzm” samczo-samiczy, i „romantyzm” samczo-samiczy, i „realizm” samczo-samiczy, i „naturalizm” samczo-samiczy, i „symbolizm” samczo-samiczy, i „modernizm” samczo-samiczy, i „dekadentyzm” samczo-samiczy i... po prostu wszeteczeński.

A nawet wielki kaznodzieja przeciwko „rui i porubstwu”, ów mistrz słowa, którego utwory rozchodzą się tysiącami na obu półkulach, ileż to razy skierowuje wyobraźnię czytelnika w sfery bardzo blisko graniczące, jeżeli nie identyczne, z „rują i porubstwem”, tj. z erotyzmem i z okrucieństwami bestii dwunogich! Tak to kocioł garnkowi przygania, a sam smoli.

Nasi najnowsi, między którymi są niewątpliwie pierwszorzędne talenta, idą również utartymi drogami i unoszą się na skrzydłach wyobraźni do jaskiń pozbawionych światła rozumu, pogrążonych w pomroce snu psychicznego, a za to rozbrzmiewających wyciem i jękiem gwałcicieli i gwałconych, tępicieli i tępionych16.

IV

Do napisania tego artykułu wziąłem pochop ze wspaniałej i porywającej powieści Żeromskiego, Popioły, kawałkowanej od dość dawnego czasu na szpaltach „Tygodnika Ilustrowanego”17. Niektóre z ostatnich numerów „Tygodnika”, jako też niektóre dawniejsze, zawierają ze wzmiankowanej powieści jedynie tylko sceny i obrazy, przeładowane zbyt jaskrawymi wybuchami miłości „rycerskiej” i zgęszczonym urzeczywistnianiem reklamowanego przepisu: „kochaj bliźniego swego jak siebie samego”. Ale nie chciałbym być posądzony o „zamach na wolność sztuki”, i dlatego zacznę od rozpamiętywań ogólniejszego charakteru.

Różne są sposoby dochodzenia do „prawdy”, różne są sposoby poznawania tego, co się działo w świecie psychiczno-społecznym.

Poznajemy „rzeczywistość historyczną”, przeżywając ją i biorąc w niej bezpośredni udział.

Poznajemy ją również z suchych, kronikarskich opisów, będących bezbarwnym sprotokołowaniem tego, co się działo. Takie opisy dostarczają materiału dla dwóch innych sposobów dochodzenia do prawdy historycznej, stanowiących zadanie, z jednej strony, uczonego-myśliciela, z drugiej zaś artysty-poety. Artysta ujmuje prawdę historyczną w obrazach najcharakterystyczniejszych; uczony przedstawia tę samą prawdę w abstrakcjach naukowych.

Jeżeli mowa o Żeromskim, to rzecz prosta, iż mamy tu do czynienia z prawdą, artystycznie odtwarzaną. Przed nami pierwszorzędny mistrz, który rzeczywistość zagasłą odczuwa i odgaduje, który wskrzesza „popioły”, który domacał się tętna życia epok minionych, który z nieporównaną siłą wznieca w nas uczucia miotające duszami jego bohaterów, a kilku pociągnięciami pióra unaocznia prądy społeczne, nurtujące w głębiach życia pokoleń, które od dawna zstąpiły do grobu.