*

Dla takich ludzi przodujących, dla takich panów, stworzył Nietzsche tak często przytaczaną nazwę „nadludzi”, a raczej przejął ją od Goethego (który sam znalazł ją u Herdera78). Nietzsche używa jednak wyrazu „nadczłowiek” w dwojakim znaczeniu; bez uwzględnienia tego dwojakiego znaczenia nauka jego musi pozostać całkiem niezrozumiałą. Raz wyraz „nadczłowiek” oznacza poszczególnych przedstawicieli ludzkości wyższej w duchu Nietzschego, należących do przeszłości, wybitne osobistości, które urzeczywistniły w sobie historycznie ideał ludzi przodujących; jest to historyczny nadczłowiek. Z drugiej strony jednak wyraz „nadczłowiek” oznacza ogólny ideał ludzkości, który ma się ziścić w przyszłości drogą ustawicznego postępu i doboru; jest to idealny nadczłowiek. W tym ostatnim znaczeniu możemy mówić o nadgatunku, w tamtym o nadosobistościach. Takimi nadosobistościami w znaczeniu historycznym byli Aleksander Wielki, Cezar, Augustus, Karol Wielki, Cezar Borgia, Napoleon; zwłaszcza tych dwóch ostatnich Nietzsche wymienia często, nazbyt często. Gdy Nietzsche szuka w przeszłości przedstawicieli swoich „ludzi przodujących”, słowa jego stają się nieuchronnie niemal brutalnymi; wtedy bowiem musi bronić owych osobistości historycznych z ich wszystkimi wadami, a nawet występkami; w tego rodzaju ustępach najbardziej też odbiega od dotychczasowego ideału humanitarności. Gdzie opisuje historycznego nadczłowieka, tam gubi wszelką miarę i granicę. — Natomiast pióro jego nabiera siły poetyckiej i logicznie przekonywującej, gdy kreśli idealnego nadczłowieka przyszłości. Dotyczy to zwłaszcza jego najbardziej znanego dzieła Tak rzekł Zaratustra. Według tego dzieła „nadczłowiek” jest nowym gatunkiem ludzi, który ma powstać z dzisiejszego typu „człowiek” jako nowa arystokracja ludzkości, jako przyszła ludzkość arystokratyczna. Drogą ku temu selekcja i dziedziczność, na podstawie systematycznego świadomego celu i hodowania. Temu człowiekowi przyszłości dał Nietzsche rysy sympatyczniejsze, aniżeli nam ukazują owi gwałtowni ludzie przeszłości. W obrazie nadczłowieka, jakim go kreśli w Zaratustrze, owe przesadnie egoistyczne rysy samolubstwa i niepotrzebnego okrucieństwa ustępują na plan drugi. Naszkicowany tutaj człowiek przyszłości nie jest już w ogóle sformułowany tak abstrakcyjnie indywidualistycznie: chodzi o cały gatunek, a już nie tylko o jednostkę jako taką. Gatunek jako całość ma być wzniesiony na wyższy poziom; mają powstać same indywidualności silne, mają jednak być świadome swej łączności jako ogniwa tego samego gatunku i winny się poczuwać do odpowiedzialności właśnie wobec owego gatunku, którego coraz wyższy rozwój jest właśnie celem. Jako członkowie tego nadgatunku, który ma być wyhodowany, jednostki są do tego zniewolone, by miały wzgląd tak na gatunek jako na całość, jak i na inne jednostki. Poszczególni ludzie przodujący muszą więc mieć wzgląd na siebie i na gatunek. Z tego gatunku przyszłości ma być wszystko usunięte, co przypomina sługę, niewolnika, trzodę; trzeba wychować samych świadomych swej godności, wytwornych, samowładnych panów, ludzi woli, którzy sami w sobie noszą prawo swego postępowania, którzy jednak także czują się związani takim prawem, autonomicznie sobie nadanym; ludzi wytwornych, pełnych czynnej dzielności, istoty, które jednak też dobrowolnie poddają się cierpieniom, wiedząc, że cierpienie jest koniecznym czynnikiem i nieodzowną podnietą życiową. Ludzie ci znoszą cierpienia bytu bez żalu i skargi, jak mężni stoicy, panując wytwornie nad sobą i ożywieni radosną odwagą; amor fati79 oto zaklęcie, które umacnia i uzbraja ich wobec wszelkiego bólu. Tylko filisterskie natury niewolników stękają pod brzemieniem cierpienia; przodujące natomiast i bohaterskie natury panów chętnie, a nawet z weselem w sercu, biorą na siebie cierpienia świata, albowiem ono do świata należy, albowiem jest tylko tłem, na którym energia życia i radość życia tym jaśniej się uwydatnia, albowiem jest zarazem conditio sine qua non80 działania: a owe natury przodujące widzą swe szczęście w działaniu i w czynności, nie zaś w używaniu. W imię tego działania spokojnie wielu rzeczy się zrzekają; są twarde dla siebie samych, ale pełne radości. W tym społeczeństwie nie ma miejsca dla nastroju żałosnego i ponurego. Ze stęchlizny katakumb chrześcijańskich wychodzą na światło dzienne; nie są to asceci w dawnym znaczeniu, odmawiający sobie rzeczy najniezbędniejszych gwoli mistycznym urojeniom, lecz asceci w duchu starożytnych mędrców, unikający nadużycia, aby nie ukrócić swej energii życiowej, ćwiczący się (to bowiem znaczy pierwotnie wyraz ἄσκησιν) w panowania nad sobą, aby w pełnej mierze urzeczywistnieć ideał „kwitnącej cielesności”. Tacy mężowie są weseli i radośni jak dzieci; to też o takim przyszłym „kraju dzieci” marzy i śpiewa Nietzsche, zatopiony w meditatio generis futuri81. Tacy ludzie są bogami na ziemi; istotami twórczymi, które biorą w swe ręce swój los i swoją przyszłość. Nikt bowiem nie może człowieka w pełnieniu tych obowiązków wyręczyć: nie ma Bogów, którzy by tworzyli i nam w tworzeniu mogli stanąć na przeszkodzie. Człowiek powinien i musi sam „tworzyć wartości”, aby „nadać ziemi treść”. Nikt nie może nadać światu treści i wartości prócz człowieka samego. Tak więc na człowieku przyszłości cięży niezmierna odpowiedzialność, gdy, wolny od obłędu przeszłości, wzrokiem jasnym, zimnym i trzeźwym spogląda wszechświatu w twarz. W dziejach powszechnych jeden tylko naród do pewnego stopnia urzeczywistnił ten ideał: Rzymianie; teraz bowiem filozof nasz ma przed oczyma energicznego Rzymianina, a już nie, jak w okresie pierwszym, estetycznego Greka. Rzymianie byli, bądź co bądź, tego rodzaju ludźmi przodującymi. Ale ideał człowieka przyszłości wykracza u Nietzschego przecież daleko poza ów wzór historyczny; wszak właśnie u Rzymian obłęd religijny odgrywał jedną z głównych ról. A ludzie przyszłości w tym właśnie względzie są „ludźmi wolnymi”. Czymże jest wolność w tym znaczeniu? Już Spinoza82 kreśli w swej etyce ideał człowieka wolnego, homo liber83. Posłuchajmy, jak go rozumie Nietzsche: Czym jest wolność? „Mieć odwagę odpowiedzialności przed sobą samym, przestrzegać oddalenia, oddzielającego nas (od tłumu ludzi niewolnych), stać się obojętniejszym na trudy, przykrości, nędzę, a nawet na samo życie. Być gotowym poświęcić dla swej sprawy ludzi, nie wyjąwszy siebie samego. Wolność znaczy, że instynkty mężne, skore do walki i zwycięstwa, zapanowały nad innymi, np. nad instynktem szczęścia. Człowiek, który stał się wolnym, a o ileż więcej duch, który stał się wolnym, depce nogami ów płaski rodzaj zadowolenia, o którym marzą kupcy, chrześcijanie, krowy, kobiety, Anglicy, i inni demokraci — człowiek wolny jest człowiekiem walki”.

*

Tym silnym, nazbyt silnym powiedzeniem Nietzschego, kończę. Wykazaliśmy, że myśli Nietzschego mimo ich formy aforystycznej, mimo ich niesystematycznego układu, tworzą całość ściśle zwartą, czyniącą zadość wymaganiom logiki; z wewnętrzną koniecznością wynikają z jednej zasady podstawowej i zwierają się w koło nieprzerwane. Dotarłszy raz do samej istoty myśliciela, rozumiemy też jego pozornie najbardziej paradoksalne twierdzenia, gdyż przedstawiają się one jako konieczne następstwo owej podstawowej zasady. Chętnie jednak przyznajemy: obok tego głównego prądu nie brak u Nietzschego licznych prądów ubocznych i drugorzędnych, jak to zresztą dzieje się i u innych myślicieli. Nam tutaj chodziło tylko o to, aby zrozumieć, że najważniejsze strony jego istoty nie są przypadkowymi błyskawicami umysłu paradoksalnego, lecz koniecznymi atrybutami jego indywidualnej substancji. Zapewne, światło, które Nietzsche wokoło siebie rzuca, załamuje się w niezliczonych pryzmatach; ale w tej pstrej i często oszołamiającej obfitości iskier jego ducha powracają przecież stale pewne rysy; naszym zadaniem było rysy te uwydatnić.

Zadanie nasze ograniczyliśmy do samego przedstawienia poglądów. Takie ściśle przedmiotowe przedstawienie uważaliśmy na razie za rzecz ważniejszą wobec tego, że nauka Nietzschego bywa tak często i tak zasadniczo mylnie pojmowana. Nie było naszym zamiarem wystąpić z krytyką tej nauki. O ile krytyka teorii filozoficznej nie jest wyłącznie immanentną i nie ogranicza się do logicznej konsekwencji i zgodności myśli, zależy ona od stanowiska, które zajmuje dany czytelnik. Niechaj więc każdy czytelnik sam ocenia tę nową naukę według własnych założeń i doświadczeń. Jedni będą ją potępiać, drudzy chwalić, inni po części ją uznają, po części odrzucą. Ale wszyscy będą musieli przyznać, że nauka Nietzschego jest uwagi godnym fermentem współczesnym, którego niepodobna lekceważyć. Powiedzielibyśmy za mało, gdybyśmy się ograniczyli do twierdzenia, że pobudza do myślenia, lecz wzburza. Wzburza w znaczeniu dodatnim i ujemnym. Z jednej strony jest przewrotowa i w ręku człowieka nieostrożnego i niedojrzałego może działać jako intelektualny i moralny dynamit. Ale wzburza ona też w znaczeniu dodatnim: może nas wyrwać z „dogmatycznej drzemki” i zmusić nas do ponownego zbadania i uzasadnienia naszych intelektualnych i moralnych dóbr i wartości. To, co rzetelne, wyjdzie z tej próby ogniowej cało. A w tym znaczeniu i ta walka będzie sprzyjać życiu.

Koniecznym jednak warunkiem owocnej dyskusji z przeciwnikiem jest gruntowne zrozumienie jego twierdzeń, lub, w tym wypadku, jego zaprzeczeń. Bez gruntownego zrozumienia nie można myśleć o skutecznym zwalczeniu tego, co w tej olśniewającej nauce jest mylne. Bez gruntownego zrozumienia niepodobna też zwycięsko pokonać niebezpieczeństwa, którym ta nauka grozi. Tylko wtedy, gdy umysły dojrzałe gruntownie poznają ten pogląd na świat i życie, potrafią zapobiec nadużyciom, do których on może skusić umysły niedojrzale.

Przypisy:

1. rozbiór (daw.) — analiza. [przypis edytorski]

2. tłumacz — Kazimierz Twardowski. [przypis edytorski]

3. ekskurs (daw.) — dygresja, wyjaśnienie pobocznej kwestii. [przypis edytorski]