— Wybaczy pan — zaczął Dżek.

— Nic nie wybaczę! Ruszaj mi w tej chwili! Drzwi zostawiają otwarte, nóg nie wycierają.

— Wytarłem drzwi i nogi zamknąłem — mówi Dżek przez pomyłkę, bo jest rozgniewany.

— No to twoi koledzy, łobuzy — z kooperatywy. Kooperatywy się zachciało tym...

I tu kupiec tak nieprzyzwoicie przezwał członków kooperatywy, że wyrazu tego w drukowanej książce wcale powtórzyć nie można.

Akurat tego dnia było bardzo pochmurno, więc Dżek pomyślał, że temu panu pewnie reumatyzm bardzo chodzi po kościach. Więc nawet się nie rozgniewał. I naprawdę chciał już łyżwy kupić, bo będzie odwilż i wtedy wszystko na nic.

— Tak i tak — powiada Dżek — mam pieniądze i mogę zapłacić zaraz za dwie pary łyżew: jedne większe, a drugie mniejsze. Jeżeli pan nie wierzy, mogę przyjść z nauczycielką.

— Dobrze, przyjdź z nauczycielką.

Przyszedł Dżek z panią, łyżwy kupili, pieniądze zapłacili. I nawet nie dwie, tylko trzy pary łyżew. Bo futbal będzie potrzebny na wiosnę, więc można poczekać.

Ale właściciel sklepu nie przebaczył. Opowiedział, co mu zrobił Ward — i pani nazajutrz bardzo się gniewała. Pani powiedziała, że przebacza dlatego, że się przyznał, ale musi właściciela sklepu przeprosić.