— A może to tylko naumyślnie?

— Co naumyślnie?

— Może to był sztuczny lew?

— Ach, ty Kalkulacjo — krzyknął oburzony Fil. I zaległa nieprzyjemna cisza.

Dżek żałował, że się niepotrzebnie odezwał. A Fil strasznie żałował, że wymyślił na Dżeka nowe przezwisko. Już teraz niech ktoś zechce Dżekowi dokuczyć, na pewno przezwie go „Kalkulacja”.

Dżek zaraz się usunął i niewesołe myśli zaczął snuć po głowie:

Oto słońce świeci, niezadługo klasa upomni się o futbal, w kasie kooperatywy pustki. Szkoda, że nie odebrał dolara wtedy, kiedy były w kasie pieniądze. Weźmie dziś tekę z papierami do domu i obliczy, ile mu są winni. Jeżeli nic nie będzie kupował przez miesiąc, powinien zebrać chociaż na jeden futbal. Gdyby kto i kupił parę łyżew. Szkoda, że kupił trzy pary. Łyżwy potrzebne są jeden albo dwa miesiące. Łyżwami bawi się tylko jeden; a w futbal gra od razu dużo.

Myśli tak Dżek — myśli, a tu go nagle trąca w łokieć Hanson.

— Słuchaj: Fil się pyta, czy się na niego gniewasz?

— Ja na Fila? Za co?