To przykre, że dzieci tak drogo kosztują. Czarli jest jedynak, więc ma nawet album z markami28. A Sandersiaków29 jest aż pięcioro. I kiedyś pani Sanders, bijąc na schodach Robina, sama mówiła:

— Żeby się na śmierć zapracować, i tak na nic nie starczy, jak trzeba pięć żołądków nakarmić.

I powtarzała:

— A masz, darmozjadzie, a masz, a masz!

Ciągle mówiła: „Darmozjadzie”.

A przecież Robin zarabia, bo zanim idzie do szkoły, kurierki30 roznosi. Widocznie mało zarabia.

Tak rozmyślał Dżek, przepisując wiersz o jaskółce, która uczy swoje małe latać. Właściwie Dżek powinien myśleć o jaskółce. W szkole panie zabraniają myśleć o czym innym i mają słuszność. Bo Dżek się już dwa razy omylił. Ale bardzo trudno myśleć akurat o lekcji, kiedy zupełnie inne rzeczy przychodzą do głowy. Chcesz się zmusić, żeby myśleć o jaskółce, i nawet zaczynasz, a tu nagle:

„Szczęśliwe jaskółki, że im butów ani palta, ani nic nie potrzeba”.

I dalej:

„Szkoda, że człowiekowi tyle potrzeba”.