— Przecież przyniosłem rachunki od mister Tafta i od introligatora.

— Przyniosłeś. A czy posiadasz zaufanie klasy? Czy nie kłócą się z tobą?

— Teraz nie. Każdy dostaje na próbę gorszą książkę, a jeśli ją zwróci w porządku, dostaje lepszą. Każdy musi sprawdzać, że książka jest cała, a jak się jedna kartka kiwa, to zaraz przylepiam. Nie wolno trzymać książki dłużej niż tydzień. Sandersa i Dżona zupełnie wyrzuciłem z czytelni.

— A jednak dochodzą mnie skargi.

— Wiem, pewnie Doris.

— Skąd wiesz, że ona?

— Już teraz tylko ona się kłóci. Właściwie i ona nie powinna brać książek, ale mniejsza o to.

— No, tak. Ale od czego zaczniesz? Jak ty sobie to wyobrażasz?

— Wywieszam ogłoszenie, że kto chce należeć do kooperatywy, niech przyniesie pięć centów. Raz na tydzień urządzam posiedzenie, żeby powiedzieli, co kupić. No i kupuję, biorę rachunek, no i każdy bierze, ile chce, z rabatem, a potem kupuję coś innego. Nawet mogę nie brać od nich pieniędzy, bo mi zostało siedemdziesiąt osiem centów.

— Toś66 nie odebrał całego dolara? — zdziwiła się pani.