Ubranie miał Pennell ciepłe i bogate, ale zawsze brudne. Nos wycierał rękawem, chociaż miał chustkę, którą często gubił, i pończochy mu opadały. Bardzo był nieporządny. Jak czego nie zostawił w klasie, gubił na ulicy. Ale mówił, że na ulicy. Pennell nie był kłamczuch i nie lubił się skarżyć; mówił prawdę, jak go się zapytać. I to się niektórym nie podobało. Przez jakiś czas żartowano tak, że się pytali:
— Williamek70, kto ci zjadł śniadanie?
Inny powiedziałby: „Tobie co do tego?”, a Pennell nie.
— Kto mi zjadł śniadanie?... Jedno jajko zjadł Robin, a drugie jajko sam zjadłem.
— A jajeczko było smaczne? — pyta się kpiarz.
— Smaczne było — poważnie odpowiada Pennell.
— A kto zjadł wisienki?
— Wisienki to nie pamiętam. Jadł Sill, Higgs, a więcej już nie pamiętam.
Pieniędzy miał Pennell też strasznie dużo, ale kupował tylko, jak go ktoś namówił. Jak się zaprzyjaźnił z żarłokiem, wydawał wszystko na ciastka i cukierki — tylko fundy urządzał. To znów dziewczynkom kupował pierścionki.
— Co ty taki facet, że dziewczynkom prezenty dajesz?