— Powiedz mi bobo — zapytuje wreszcie ojciec, odkładając gazetę — jaki jest twój pogląd na dzisiejszy układ stosunków politycznych?
Bobo pociąga za sznurek ojcowskich binokli1 i odpowiedziawszy: „grr... mff... waua” — podskakuje z wielkiej uciechy.
— Ach bobo, bobo — mówi ojciec z żalem — ty o polityce nie masz najmniejszego wyobrażenia.
Bobo zaś, ściągnąwszy binokle, podnosi do góry rękę, i mówi tonem zdobywcy:
— O-o-o-o!
A matka zwraca się do ojca:
— Rzućże ten wstrętny papieros, bo dziecko poparzysz.
— Ach bobo, bobo — ciągnie gorzko ojciec — ty jesteś wielki, wielki cymbał.
Tu bobo zaczęło mruczeć i przeszło z rąk ojca do matki.
— Biedny bobuś — żali sią matka — od cymbałów mu wymyślają, ubliżają bobasiowi, znieważają; nikt bobasia nie szanuje.