A niezrobione zadanie, a jak w przyszłym tygodniu coś mu się nie powiedzie — to znów dwie dwójki.
Nie, tylko śmierć może go ocalić, nic więcej.
Stasio wrócił do domu głodny i wyczerpany bezcelową walką wewnętrzną, dwugodzinną gorączkową pracą myśli w samotności.
— Coraz lepiej Stasieczku: wczoraj zadanie, dziś koza.
— Nie wczoraj zadanie, tylko onegdaj.
Stasio chce, aby go mama zbiła: niech bije, niech wszyscy się nad nim znęcają aż do końca. Naumyślnie tak będzie odpowiadał.
— Zadanie onegdaj, no a koza także onegdaj?
— Niesprawiedliwie mnie wsadził.
— Ja wiem: ty zawsze masz na wszystko sto wykrętów.
— Nie mam wykrętów. A jak mama nie wie, to niech mama nie mówi.