Ale teraz koniec: Stasio weźmie się do siebie.
— Jak Bozię najszczerzej kocham, będę się już uczył — postanawia Stasio.
Przysięgnie się, i to tak, że już będzie się musiał uczyć, bo inaczej popełniłby straszny grzech.
Klęka więc w łóżku i ponawia uroczyście przysięgę:
— Jak Ciebie kocham, o Panie nasz i Ojcze, jak Ciebie kocham, przenajświętsza Trójco, od jutra będę się uczył, będę czytał tylko w niedzielę..., i jeżeli będzie już zupełnie mało lekcji — dodaje przezornie — i już powtórzę wszystko, czego nie umiem dobrze, a co potrzebne.
Stasiowi trochę się strasznie zrobiło, że tak za jednym zamachem spalił za sobą mosty, ale tym silniej wierzy w moc swojej przysięgi.
Co dzień po sześć stronic geografii, po trzy paragrafy niemieckiego ze słówkami i to tak, żeby wiedzieć, co jest der, co die i co das50, po jednej części mowy i po dziesięć zadań.
Trzysta zadań w ciągu jednego miesiąca!
Stasio czuje się bogaczem — tylko jeden miesiąc wytrzymać. I wytrzyma — teraz już musi, bo się związał przysięgą.
Gdyby już było jutro, gdyby tak można teraz w nocy wstać z łóżka i zrobić pierwszych dziesięć zadań albo od razu dwadzieścia — na dwa dni z góry.