— Do widzenia, panie Wojciechu — zawołał i nie odpowiadając na pytanie: „A jakże tam na wsi teraz?” — wybiegł z izdebki na plac, przez skwer, na ulicę, na most i na Zjazd, gwiżdżąc sobie melodię do słów popularnej piosenki:

Miałam ja miłego,

Miałam kochanego,

Posłałam go na buchandę25,

Zajuchcili26 mi go.

Zajuchcili mi go

Na zielonej łące,

Manelki27 wsadzili

Na nogi i ręce.

Antek rozejrzał się po mieście jak wódz, który przybył na plac boju. Wydawało mu się koniecznie, że Warszawa przez dwa dni jego nieobecności musiała się zmienić zupełnie.