Bronek funduje dorożkę.

— Od dawna się pali? — pyta Antek, obawiając się, czy nie będzie już ogień ugaszony.

— Od drugiej podobno.

Słychać odgłosy trąbki. Mija ich strażak na koniu. Widać wielką łunę na niebie.

— Ej, ojciec, machaj no prędko. Rubla daję. Ja zarobiłem, to i wy zaróbcie.

Pakuje mu w garść kawał sarniego combra i cygaro.

— Zapalcie, zobaczycie, jakie grackie.

Wyjmuje korek z butelki likieru.

— Łyknijcie.

Daje Antkowi butelkę.