— Zęby pana nie bolą?
— Oj, bolą.
Antek ogląda się, wydobywa butelkę, kieliszek, i wlewa do filiżanki „krople na zęby”.
Właściciel niby się gniewa.
— Słuchaj, Antek, zakład mi zamkną przez ciebie.
— O, niech się pan nie boi — upewnia go chłopiec.
— No, no, pamiętaj.
I pan pryncypał dochodzi do wniosku, że lepiej już wziąć chłopca łobuza, zwinnego, sprytnego, chociaż złodzieja, niż niezdarę powolnego z prowincji.
Antek ma dwie wady: kradnie i późno przychodzi do zakładu. A dwie te wady płyną z jednego źródła: Antek się kocha.
Chłopiec mieszka teraz na Czerniakowskiej. Miłe ma tam życie.