— Proszę pana, dla narzeczonej o! widzi pan, narzeczona się uśmiecha.
— Kiedy to wcale nie narzeczona, to żona.
— Proszę pana, ja chcę zarobić na chleb. W domu matka, proszę pana, chora.
I do ręki dziecka pada miedziana moneta, a kwiatek wędruje do rąk towarzyszki szczodrego młodziana.
— Ile dał?
— Dychę.
— Pi, to ci dopiero, no!
— Golec.
— A ino.
— O patrz, ten kupi. Proszę pana, niech pan kupi kwiatek dla tej ślicznej narzeczonej. Proszę pana, ojciec chory, spadł z drabiny.