„Nie będę tu mieszkał. Jak jechać, to jechać do dużego miasta. Żeby to do Chin albo do Turcji, albo gdzieś... Pożałuje ten pan, że mnie tu zataszczył. Albo będę mu ciągle wymyślał, albo wezmę i ucieknę”.
Znów wieś drugą mijali. Znów ten sam widok.
— Ja chcę papierosa zapalić — odezwał się nagle jak mógł najgłośniej, chcąc, żeby mu zabroniono.
Wtedy powie całą prawdę: „A co to pan mój ojciec, czy co? Ojciec mi pozwalał palić, a pan nie? Kupił mnie pan? Czy to ja bydlę, żeby mnie kupować, czy co? Na rzeź mnie pan wiezie, czy co? Nie chcę dalej jechać i już”.
Dobrze, niech go zmusi, niech spróbuje. Krzyku takiego narobi, policjant przyjdzie, a ten ananas pewnie się boi policjanta. Musi, jest w tej całej historii jakaś krętanina.
— Ja chcę papierosa zapalić — powtórzył Antek.
— Ty palisz? — zapytał pan.
Stary sługa, który drzemać się zdawał, otworzył oczy.
— Co nie mam palić? — rzekł śmiało Antek.
— Ja nie mam papierosów — rzekł pan.