Nie chcieli wierzyć zrazu:
— Ale co oni z panem zrobią? To przecież prostota i nędza, panie Janie. Gdzie im tam w głowie nauka? — Pan tam i tygodnia nie wybędzie... I co my teraz zrobimy? — Pan tak umiał zachęcić bachorów to żarcikiem, to tym, to nie tym.
Za życie płacić tam będę pięć rubli miesięcznie, a za mieszkanie — uczyć będę ich Wiktę i Stacha.
Do kogokolwiek się zbliżę, wszędzie niosę ból, rozprzężenie — i kawał własnego serca zostawiam.
Pusto, rozpacznie — i nie ma gdzie złożyć głowy znużonej.
A pcha mnie coś w gąszcz życia, w głąb, w gęstwię — aż do najgłębszych jego pokładów.
Na Solcu
Murowana oficyna w drugim podwórku.
Czwarte piętro.
Izba kwadratowa, obszerna.