Rozpusta ojca — jest — jest tu u niemowlęcia — i noce jego niedospane — pijane noce. Radujmy się!
Hu — huuuuu...
I rozczesuje duszę krzywymi pazurami i grzechy jak wszy chwyta — radosnym porykiem wita je i żegna — i znów na urost puszcza.
Są — ooo, są! — Niewola matki — uczuć pęta — myśl w kajdanach — marzenia krwią ociekłe — targowisko — przedażne ciało — serca handel — i burze zmysłów na białym łóżku dziewiczym.
I dziadów grzechy — jak wszy. — Radujmy się!
Hu — huuu...
Syknęła szelma — sparzyła dłoń.
Zawyła wiedźma i potoczyła wokół krwią nabiegłym okiem. — I cisza była wielka i lęk — i cisza stała się wielka i lęk. Sparzyła dłoń: tam iskra była w duszy człowieczej.
Jęzorem miele w gębie; policzkami zapadłymi wyciska ślinę — jęzorem ją zbiera — i plunęła jadem w duszę, trzymaną w ręku.
Iskra w duszy niemowlęcia jękła, zbladła, przykurczyła się, zda się w kłębuszek trwożny zwinęła — nie zgasła; — zbladła — nie zgasła.