— Tak sobie. — Tylko — tak sobie. Nic więcej.

— Ja nie chcę. Ja muszę wiedzieć, dlaczego i po co?

— Tak sobie. Tylko — tak sobie.

— Ja nie chcę, nie chcę — nie chcę.

Uczepiłem się tej myśli kurczowo.

I strach paniczny. Pustka zimna, bezwzględna, silna — i jeszcze szydzi — i znęca się — i uśmiecha...

Powoli, skradając się, żeby nie widziała, otwieram szufladę i wyjmuję rewolwer. Powoli, skradając się, żeby nie wytrąciła mi broni, cicho przykładam go do skroni. Ona uśmiecha się i nie dowierza mi...

Serce bić przestało. Powieki zastygły nieruchomo w uroczystym oczekiwaniu cudu.

Na skroni chłodne kółko, które szybkim ruchem śrubowym wdrąża się w czaszkę, nie sprawiając najmniejszego bólu.

— Już!... No już!... No, już.