Pochwycił mnie za rękę.

— Tylko musisz mi przysiąc, że nie będziesz znowu próbował... Rewolwer zostawisz, a ja ci już sam wszystko odeślę... Ja się na wszystko zgadzam, tylko ty musisz mi dać słowo... Co?

— Dobrze.

— Jak zobaczysz, że nie, to wrócisz?

— Dobrze.

Pocałowałem go w rękę.

— No to już idź... Idź prędzej... mój kochany... Gdzie masz palto?

Bezradnie, niezgrabnie plątał się po pokoju.

Przeprowadził mnie na schody i szybko cofnął się do mieszkania...

Stanąłem na ulicy — na rogu.