Nietrudno się domyślić, że był czas, kiedy już wszystkie drzwi stały przed nim otworem, a klozetowe opierały się jego usiłowaniom, były celem jego ambicji; podobny był w tym do młodego chirurga, który marzy o wykonaniu trudnej operacji.
Nie zwierzał się nikomu, bo wie, że w tym, co stanowi jego świat wewnętrzny, nie znajduje oddźwięku wśród otoczenia.
Może go nieraz zburczano lub odepchnięto podejrzliwym pytaniem.
— Czego ty się tam kręcisz, co ty tam ciągle majstrujesz? Nie ruszaj, bo zepsujesz. Idź w tej chwili do pokoju.
Więc ukradkiem, w tajemnicy pracował, wreszcie otworzył.
Czy zwróciliście uwagę, jak często, gdy rozlega się dzwonek, słyszycie prośbę:
— Ja otworzę!
Po pierwsze, zatrzask drzwi wejściowych jest trudny, po drugie: poczucie, że tam za drzwiami stoi dorosły, który sam rady sobie dać nie może i czeka, aż on — mały — mu pomoże.
Takie maleńkie tryumfy święci dziecko, które już śni o dalekich podróżach, które w marzeniu jest Robinsonem na bezludnej wyspie, a w rzeczywistości szczęśliwe, gdy ma pozwolą, wyglądać przez okno.
— Czy umiesz sam wejść na krzesło?