Biegnie.

Otworzył drzwi mieszkania i cofnął się przestraszony: spotkał się oko w oko z swoim sobowtórem. Dobrze, że mama siedzi akurat tyłem do ściany, więc go nie widziała.

Zatrzasnął drzwi.

— Kto to? — pyta się mama.

— Zaraz przyjdę, mamo — słyszy swój głos w pokoju.

Sobowtór wychodzi do sieni i czeka posłusznie.

— Sczeźnij, maro.

Znika. Kajtuś wchodzi, a mama się pyta:

— Do kogo wychodziłeś?

— Nic. Chłopiec mnie wołał.