Ale nie powtórzył życzenia. Będzie znów trzy dni czekał.
Niech się z dziwem tymczasem oswoją: zobaczą i się uspokoją.
Towarzystwo Kolonii Letnich87 urządziło zwiedzanie pałacu, po złotówce za bilet. Sto tysięcy osób łódkami i statkami odwiedziło wysepkę Kajtusia. Potem wydrukowali podziękowanie, że biedne dzieci będą mogły wyjechać na wieś.
A Kajtuś zastał swą wysepkę strasznie zaśmieconą.
Ze wstydem przyznać trzeba, że były ponarzucane papiery, pestki, niedopałki papierosów i potłuczone butelki.
Nawet gazety pisały, że publiczność wykazała brak kultury.
Ale Kajtuś nie martwił się: wszystko w mig uprzątnął służący — Murzynek.
Nareszcie w niedzielę wieczorem na wieży przed bramą i we wszystkich oknach po raz pierwszy zapłonęły światła. Wyglądało ślicznie.
— Takiemu to dobrze — mówili ludzie, którzy z rodzinami przyszli na brzeg, żeby podziwiać pałacyk na Wiśle.
A Kajtuś posłał sobowtóra i pierwszą noc spędził w swoim nowym domu.