Schodzą głęboko pod ziemię po kamiennych schodach; a tam pod i ulicą, pod domami, stacja oświetlona.

Metro! Tramwaj elektryczny pod ziemią.

Słychać dudnienie, potem huk, trzask — wpada z hałasem pociąg. Drzwi wagonów same się otwierają. Ledwo zdążyli wskoczyć.

Mkną pod ziemią wąskimi korytarzami. Stacja za stacją, przystanek za przystankiem. Jedni tłumnie wychodzą, drudzy wchodzą. Tak wszystko prędko i składnie.

— Uważaj, tu się przesiadamy.

— Czego się tak spieszą?

— Bo to Paryż, bracie.

Przesiadają się. Idą w górę i na dół, a choć tłum ludzi, nikt nie pchnie nikogo. Tak zręcznie się wymijają.

— Właź prędzej, bo drzwi cię przytrzasną. W Paryżu nie wolno się gapić.

Teraz już Kajtuś dokładnie pamięta.