Wyszli z metra na ulicę. Idą.
Brudny dom na wąskiej ulicy.
— To tu! Zjesz z nami obiad.
Mały, ciemny, zaniedbany pokój. Szerokie łóżko, stolik i dwa krzesła.
Postawili butelkę i szklanki. Ukrajali trzy porcje chleba.
— Pij. Jedz.
— Co to, wino?
— Zobaczysz. W Polsce barszcz lepszy niż to wino; tanie, fałszowane. Kwaśne, ale w głowie kręci. Gdybyś dał parę franków, można by kupić wędlinę.
Kajtuś położył na stole pięćdziesiąt franków.
— Zaraz kupię — mówi Paweł.