— Tatu, mama czeka. Tatu, chodź do domu.

— Do domu? Dlaczego do domu? Jak do domu? Masz, kup sobie cukierków.

Mały nie bierze monety; upadła i potoczyła się po błocie.

I trzeci raz!

— Chodź, tatu, chodź do mamy.

Żal dziecka Kajtusiowi. Pragnie pomóc. Westchnął głęboko i mówi:

— Rozkazuję: niech idzie do domu, niech posłucha się syna.

Ledwo powiedział Kajtuś, już prąd elektryczny kolnął go w serce jak igłą.

Pijany pchnął dziecko, tak jakoś boleśnie strząsnął je z rękawa. A sam wtacza się do szynku.

Przed żelaznymi drzwiami następnej sali stoją na straży dwa wilki. Warknęły, szczeknęły — węszą, zęby szczerzą.