A gwiazdka płynie przez ciemność i coraz bliżej — do mnie. Już koło łóżka, już na poduszce.
Patrzę — a to maleńka latarka. A na poduszce stoi mały człowieczek... A na głowie ma czerwony, wysoki kapelusz. I siwą brodę. No, krasnoludek. Tylko zupełnie mały — jak palec.
— Jestem.
Uśmiecha się i czeka.
I ja się uśmiechnąłem. Bo myślałem, że mi się tak śni. Dorosłemu też się czasem przyśni dziecinny sen — że aż się dziwi, skąd to się wzięło.
A krasnoludek mówi:
— Wezwałeś mnie, więc przybyłem. Czego chcesz? Tylko prędko!
On nie mówi, tylko jakoś ćwierka. Ale cicho, cichutko. A ja słyszę i rozumiem.
— Wezwałeś mnie — mówi — a teraz nie wierzysz.
I zaczął bujać latarką: w prawo, w lewo, w prawo, w lewo.