A już. Nic by z tego nie wyszło. Pierwszy Wiśniewski zacząłby na złość dokazywać.
Źle, że jesteśmy razem — i delikatni, i ordynarni, i honorowi, i bez ambicji. Przez nich żadnej obietnicy, żadnego słowa nie można dotrzymać. Przez nich wszystko się zawsze źle kończy.
Przez nich dorośli nam nie ufają, nie wierzą i lekceważą wszystkich.
Bez nich byłoby może mniej śmiechu i wesołości, ale życie byłoby spokojniejsze.
Ale dorośli myślą, że my tylko łobuzów lubimy, że tylko najgorszych słuchamy i co nam tylko powiedzą, zaraz robimy. Że oni wszystkich psują!
Nieprawda. Jak my takiego łobuza dziesięć razy nie posłuchamy, nikt o tym nie wie. A jak raz coś z nim razem zrobimy — zaraz huzia na wszystkich.
Ładnie by świat wyglądał, gdybyśmy naprawdę zawsze i wszyscy ich tylko słuchali. Ładnie by wyglądał, gdybyśmy ich nie uspokajali.
Ile razy się mówi:
„Daj spokój — zostaw — przestań — nie rób tego. Ej, bo będziesz potem żałował!”
I posłucha się łobuz. I doprawdy, jeżeli dorośli mogą z nimi wytrzymać, nasza w tym zasługa.