— Wariat. Śmieje się, sam nie wie z czego.

Ja mówię:

— Wariat — nie wariat. Może wiem, z czego się śmieję, tylko ci nie chcę powiedzieć.

A on:

— Ho, ho, jaki ty tajemniczy.

I odszedł obrażony.

Dziwię się, że wiem, jak oni się nazywają, przecież ich pierwszy raz widzę i oni mnie także. Zupełnie jak we śnie.

Tymczasem wchodzi pani, a Kowalski zeszytu nie oddał. Wołam cicho: „Kowalski — Kowalski”, ale nie słyszy albo udaje. A pani mówi:

— Czego się kręcisz? Siedź spokojnie!

Myślę sobie: „No, zarobiłem pierwszą uwagę w szkole od nauczycielki”.