Bo co?
Jak w szkole uczą się razem chłopcy i dziewczyny i chłopiec się pani poskarży, zaraz mówią:
— Ty, chłopak, a nie możesz sobie z dziewczynką poradzić?
Kiedy tak, to sobie na drugi raz radzę. Więc znów awantura. I nie wiadomo, co naprawdę robić.
Gdyby dorośli nie przypominali ciągle, że to chłopiec, a to dziewczynka, my byśmy pewnie zapomnieli. Ale gdzie tam: czy dadzą zapomnieć. Niby mówią, że nie ma różnicy, a tymczasem wychodzi przeciwnie.
Przykro mi, że tak muszę myśleć, ale trudno. Nie mogę kłamać. Marychna nie jest przecie winna. A może naprawdę tylko w Warszawie tak jest?
A ona napisała. Naprawdę napisała. Dotrzymała słowa. Przysłała ostrobramską pocztówkę. I adres, i markę97, i wszystko. Nie wstydziła się pisać do chłopca.
Ona śmiała.
I śpiewać się nie wstydzi, i pierwsza powiedziała, że będzie tańczyła.
I naprawdę napisała. I mam razem z kartką i listkami. Jeden listek się złamał.