— Aleee przyjemnie być dzieckiem!
Zaraz się przestraszyłem i rozejrzałem, czy kto nie słyszał; bo mógł pomyśleć, że jeśli tak się cieszę, więc może nie zawsze byłem dzieckiem.
Pędzę, że mi wszystko miga przed oczami. Męczę się, to prawda. Ale wystarczy przystanąć na chwilę, westchnąć parę razy — i znów mogę, już odpocząłem — dalej!
Dobrze się stało, że znów sobie latam, a nie tak: człap — człap, krok za krokiem.
O dobry krasnoludku, jakże ci jestem wdzięczny!
Bo dla nas bieg jest jak konna jazda, galopem, „z wichrem w zawody”. Nic się nie wie, nie myśli, nie pamięta, nawet nie widzi — tylko się czuje życie, pełne życie. Czuje się, że jest powietrze we mnie i wokoło.
Gonię, uciekam — wszystko jedno. Prędzej!
Upadłem. Stłukłem kolano. Zabolało. I dzwonek.
Szkoda. Żeby jeszcze troszeczkę. Żeby jeszcze minutkę.
— Kto prędzej: ty czy ja?