Ale zdziwiło mnie, że pierwszy raz płacze. Naprawdę mu łzy płynęły. Potem znów siedział zasępiony.

Patrzę się raz i drugi i na pauzie podchodzę.

Kiedy byłem nauczycielem, dziwiłem się, że jeśli kogoś słusznie czy w pośpiechu ukarzę, zaraz się zbierze gromadka i mówią, i pocieszają. Nawet najgorszy znajduje wśród najlepszych jakby sprzymierzeńców. Przeciw mnie.

Mówię: „Nie bawić się z nim, ręki nie podawać!”

A oni przeciwnie.

Dopiero teraz rozumiem.

Nauczyciel tylko oskarża, więc musi przecie ktoś bronić. Bo się wie, że choć nic nie mówi, mógłby na swoją obronę też coś powiedzieć. U dorosłych nawet największy zbrodniarz ma obrońcę.

Niestarannie napisał w nowym zeszycie. To dziwne. Nawet największy leń i niedbaluch z początku zawsze się stara.

No i co?

Matka mu chora. Jeśli zawsze brzydko pisał, więc teraz tym bardziej. A przecie są110, że choćby najładniej chcieli, nie potrafią ładnie. A jeszcze papier niedobry w tanim zeszycie albo stalówka111 stara, atrament blady, bibuła112 mażąca.