Przecież dzieci potrzebne są na świecie i właśnie takie, jak są.

Mówię:

— Mundek, chcesz się ścigać z tramwajem?

Staliśmy akurat koło przystanku.

On mówi:

— Dobrze. Kto prędzej: tramwaj czy my. Do rogu.

— Do rogu.

Z początku łatwo, bo tramwaj nie miał rozpędu. Ale potem pędzimy już środkiem ulicy, koło chodnika — gdzie konie; dorożka nam przeszkodziła. Przegraliśmy.

On mówi:

— Ale ja pierwszy!