— A widzisz, małe gapiątko — mówi stary. — Nie mówiłem, że tata wróci? No i masz swego tatę.

— To nie tata wcale — powiedział, chmurnie marszcząc brwi, Alo.

— Dla ciebie może nie tata, a dla Ali tata.

— I dla Ali nie tata, tylko Maciuś.

Maciusiowi przykro się zrobiło.

Znów nie wiedział, co powiedzieć. A stary latarnik patrzy na dzieci, uśmiecha się zadowolony.

— No, po podróży trzeba coś zjeść — powiada.

I zaprosił Maciusia do swego dziwnego w latarni mieszkania.

Żałował Maciuś, że nic nie przywiózł dla dzieci. I ta pierwsza wizyta niedługo trwała.

Ala jeszcze dwa razy płakała: raz, że nie pozwolili pić herbaty, bo była gorąca, a nie chciała czekać; a drugi raz, kiedy Maciuś odjeżdżał.