— Jedna, dwie — powtarza Ala.

Niby się zgadza z Maciusiem, nagle rozrzuci wszystko i jeszcze się złości.

— Be tata, be Alo, Ala nie kocha. Ala do dziadzi.

I leci na skargę, że ją niewinnie skrzywdzili.

Jeszcze gorzej jest z loteryjką. Ala chce wygrać i nic nie robi, tylko zakrywa. Alo wywołuje czternaście, a ją to nic nie obchodzi. Dobrze jeszcze, jeżeli jedno przykryje. Bo jak się znudzi, przykrywa wszystko i mówi, że wygrała.

Nie lepiej idą rysunki. Ala zamaże ołówkiem kartkę i mówi, że już, żeby dać czysty papier. A kółek i kreseczek za nic nie chce robić.

Muszą Maciuś i Alo ukrywać się przed nią, ale nie bardzo jest gdzie. A czasem naprawdę brakło cierpliwości.

Biegać Ala prędko nie umie, więc się przewraca i płacze. Najlepiej lubi słuchać, kiedy coś opowiadać. Ala wtedy patrzy, nawet buzię otworzy: pewnie myśli, że lepiej rozumie.

Maciuś tak z nią rozmawia, jak z kanarkiem.

Tak, bo Maciuś często rozmawia z kanarkiem. Posadzi kanarka na palcu i opowiada, pyta się, czy pamięta królowę65 i króla, ich pałac w stolicy, Stasia, Helcię, Klu-Klu. A kanarek czasem tak dziwnie łebek przekręci, jakby kiwał głową, że pamięta albo nie. Czasem coś ćwierknie w odpowiedzi, a czasem zaśpiewa. I kto tam wie, co rozumie i co odpowiada.