— Najdroższy kuzynku, jestem prawnukiem Elżbiety Narwanej, rodzonej ciotki Henryka Porywczego. Jesteśmy krewni, dlatego smutny król pozwolił mi tu przyjechać. Chcę być posłuszny jak baranek. Nie wydałem obiadu dla waszej królewskiej mości, drogi... kuzynie, bo rachunki muszę mieć w porządku. Ale dostałem tajny rozkaz i teraz będziemy żyli w przyjaźni. Królu, jeśli mi nie przebaczysz, to patrz.
Markiz Amary przykłada do głowy rewolwer i chce się zabić.
— No dobrze — woła przestraszony Maciuś — chcę też żyć z kuzynem w przyjaźni!
A ten rzuca się Maciusiowi na szyję.
Widzi Maciuś, że rotmistrz pijany.
Zgadza się Maciuś na wszystko, żal mu kuzyna i chce, żeby sobie poszedł.
— Płynie we mnie królewska krew. I za co tak cierpię? Musiałem się pojedynkować, bo mnie obrazili. Musiałem zwymyślać generała. I cóż ja takiego powiedziałem: że „ostatni dureń”. No, bo dureń. No, powiedz, najdroższy kuzynie — sam powiedz, czy nie dureń?
— Dureń — zgadza się Maciuś.
— A czy mogłem się nie pojedynkować, no powiedz, wasza królewska mość?
— Nie, nie mogłeś.