Cztery statki naładowane żywnością są w drodze. I chociaż pod wodę trudniej płynąć, za dwa dni mogą być w miejscu postoju Maciusia. Jeden szpital wyruszy zaraz: pojedzie dwóch doktorów, czternaście sióstr miłosierdzia. Wraz ze szpitalem poślą aparat telegrafu bez drutu, żeby z samego obozu można było wysłać wiadomości. Jeżeli Maciuś weźmie na siebie odpowiedzialność, że to nie zasadzka na białych, można pod jego dowództwem wysłać dwustu żołnierzy i robotników. Gubernator już dostał potrzebne polecenie.

Potrzebna jest odezwa Maciusia do białych dzieci, żeby dały ofiary: śniadania, zabawki, pieniądze i książki z obrazkami.

Tegoż zaraz dnia Maciuś odezwę napisał:

Mili bracia i siostry, białe dzieci. Teraz najlepiej możecie pokazać, że jesteście dobre. Jeżeli kto chce mieć prawa, musi przekonać wszystkich, że ma rozum i dobre serce. Nieszczęśliwe dzieci czarne nie mają pomocy, więc pokażcie, że chcecie im pomóc. Macie ładne sukienki, jecie smaczne rzeczy, bawicie się i chodzicie do szkoły, podlewacie kwiaty, macie chleb z miodem. A czarne dzieci są chore i umierają z głodu. Mówię wam prawdę. Byłem w różnych krajach, na różnych wojnach. Widziałem wiele nieszczęść. Ale wszystko to nic w porównaniu z obozem czarnych dzieci. One są najnieszczęśliwsze, bo nie tylko małe i słabe, ale w dodatku dzikie. Więc trudniej im coś wymyślić, żeby się ratować. Spieszcie z pomocą.

Król Maciuś Pierwszy

Statki nie były duże, więc i żywności nie było tak wiele. Ale na początek i to dobre.

Trudno opisać radość czarnych dzieci, gdy Maciuś powrócił. Żołnierze szybko wyładowali statki, które bez chwili zwłoki ruszyły z powrotem po nowe zapasy.

Maciuś chciał nakarmić naprzód najmniejsze, ale Klu-Klu radziła naprzód dać starszym, żeby mogły pomagać. Mleko i inne produkty były w puszkach blaszanych i nic prócz wody nie trzeba było gotować. Zamiast żołnierskich sucharów przysłano bardzo smaczne białe, słodkie herbatniki, bo dzieci miały chore żołądki. Było to śniadanie, jakiego czarne dzieci nigdy w życiu nie jadły. Ale nie dziwiły się niczemu, bo i statki, które pierwszy raz w życiu widziały, i skrzynie, i worki — wszystko uważały za cud. I tylko czekały, czy nie zrobią się zaraz tak białe jak mleko, które im dawano w kubkach, blaszanych pudełkach i łupinach kokosowych orzechów.

Porządek był doskonały. Nikt się nie bił, nie pchał, nie przezywał.

Śniadanie trwało cały dzień. Wieczorem gotowa już była stacja telegrafu bez drutu i Maciuś wysłał depeszę, że czarne dzieci dziękują za śniadanie.