— Podobno w tym roku mają dawać po trzy kostki cukru.

— Co rok tak mówią od lat dziesięciu, jak tu siedzę. Może mają dawać, a sami zżerają, psiakrew.

— Czego w niedzielę, chamie, przeklinasz?

— Zapomniałem.

— To nie zapominaj, psiajucho.

Aż naczelnik wyjechał służbowo na tydzień do stolicy. Niby się nic nie zmieniło, a wszyscy się cieszą.

— Naczelnik wyjechał.

Więc co? Tak samo noszą kosze z węglami, tak samo łańcuchy brzęczą, tak samo bat świszcze i nie wolno rozmawiać. Nawet tak samo wywołują co wieczór na rózgi do kancelarii; a jednak jest jakby swobodniej.

I w Maciusia wstąpiła nadzieja.

Pod wieczór rzucił się dozorca na Maciusia: