Jeden poseł sejmu miał fabrykę papierosów, więc chce wziąć Maciusia — że niby wszyscy się dowiedzą — będą palili jego papierosy. Ale zaraz drugi mówi, że da miejsce Maciusiowi:

— Ja mam fabrykę perfum. W mojej fabryce ładnie pachnie.

Już zapomnieli o wszystkim, co mieli radzić, tylko wyrywają sobie Maciusia i kłócą się, że strach:

— Ach, ty oszuście — krzyczy jeden — w twojej fabryce brudno!

— A w twojej ciasno i ciemno.

— A twoi robotnicy tacy wygłodzeni, że się ledwo na nogach trzymają.

— A twoje maszyny takie stare, że nic robić nie można.

Aż wstał jeden poseł-robotnik i mówi:

— Nie kłóćcie się, panowie fabrykanci, bo to jest parlament, a nie bazar. Zróbmy tak: niech każdy doprowadzi do porządku fabrykę. Wybierzemy komisję i za miesiąc komisja obejrzy wszystkie fabryki, u kogo będzie najczyściej i najlepiej, tam król Maciuś będzie pracował. Proszę, żeby mój wniosek głosować.

— Zgadzam się — mówi Maciuś — więc głosowanie nie jest potrzebne, bo pójdę tam, gdzie zechcę.