— Króla Maciusia wywieźli. Tylko ani słowa, rozumiesz, bo tajemnica służbowa. Mówię jak koledze.

— I jakże? Nie ogłosili?

— Boją się buntów. Ooch, żałują ludzie Maciusia. I dorośli, i dzieci. Za późno! Nie trzeba było wywieszać białych chorągwi.

Maciuś położył worek i słucha.

— Żeby tak Maciuś jeszcze z pięć lat pokrólował, to byś pan złoto niósł w worku, a nie kiełbasę.

— A skąd wiecie, że go wywieźli?

— Mówił strażnik więzienny. Klu-Klu mają odesłać do ojca, tego jak go tam — Bum-Druma. Podobno smutny król chce złożyć koronę i dobrowolnie wyjechać na bezludną wyspę. A ty czego uszami strzyżesz? — zwrócił się nagle i ostro do Maciusia.

— To mój chłopak: worek mi niesie.

— No to idźcie. Jutro po nocnej stójce mam cały dzień wolny, to was odwiedzę. Oj, szkoda Maciusia.

— Poczekaj: na mój rozum, jeszcze nie skończone. Jeszcze Maciuś wróci.