— Pokaż.

Maciuś z niewinną miną pokazuje kiełbasę.

— Głupiś. To kiełbasa. Pokaż jakiś dokument.

— Mój pan takiej wędliny nie robi.

— Niech idzie: co z głupim gadać.

Przeszedł dwie ulice — znów to samo.

— Paszport, matrykuła, legitymacja.

— Dajcie, panowie, spokój: śpieszę się. Restaurator czeka.

Ale widzi, że to nie żarty. Więc już ostrożniej, bocznymi ulicami kieruje się za miasto.

— Stój.