— Dlaczego nie uprzedzono? Gdzie ja ich podzieję? Ani miseczek, ani kubków nie mam dla nich. Gdzie oni będą spali?
— My nic nie wiemy — mówią dozorcy więzienni. — Kazali, więc kazali, i już.
I poszli.
A tu dzieci z domu wybiegły do ogródka. Już teraz nikt nic nie wie. Wyniesiono dwa stoły, zaczęto na arkuszach spisywać, jak kto się nazywa i gdzie mieszka.
— Ja jestem synem adwokata.
— Mój tatuś jest żandarmem.
— Moja mamusia aktorką.
— Mój tatuś posłem zagranicznym.
Nagle zajeżdża samochód.
— O, tatuś przyjechał.