— Proszę uczcić zjedzoną królowę45 przez powstanie.
Wszyscy wstali.
— W kwestii formalnej — podnosi dwa palce Bum-Drum.
Co też Bum-Drum powie?
— Biali królowie — mówi Bum-Drum. — Moi czarni bracia są dzicy, wiem o tym. Wyrządzili wam szkodę. Tak. Ale nie ja ponoszę za to odpowiedzialność, tylko wy. Zbudowaliście sobie ładne pałace, a o nas wcale nie myślicie. Niby daliście nam prawa, ale to nie wszystko. My nie możemy sobie poradzić. Proszę, aby na tym posiedzeniu rozważono sprawę nie tylko białych, ale i czarnych dzieci. Jeżeli nam starym jest źle, niech przynajmniej naszym dzieciom będzie dobrze.
Lord Pux powiedział:
— Mamy więc cztery sprawy. Pierwsza: sprawa białych dzieci. Druga: sprawa Maciusia. Trzecia: sprawa królestwa zjedzonej Kampanelli. Czwarta: sprawa czarnych dzieci.
Ale posiedzenie szło źle. Królowie byli zdenerwowani. Bardziej jeszcze niepokoiła ich obecność stu ludożerców. Wprawdzie przed hotelem stoją biali żołnierze, a w nocy zmieniać się będzie warta. Jednakże czy można być pewnym, że nie przyjdą nowi, a może nawet ci sami Murzyni? Jakie w tych warunkach mogą być obrady?
Niech Maciuś powie, czego chce, zgodzą się na wszystko. Po pierwsze zawdzięczają Maciusiowi życie, po drugie — ci ludożercy najwyraźniej są po to, aby w każdej chwili rzucić się w obronie Maciusia. Nie mają wprawdzie broni palnej, ale strzały i dzidy mogą być zatrute. Zresztą, co ich sprawa Maciusia tak bardzo obchodzi? Smutny król jest przyjacielem Maciusia. Przyjaciel żółtych królów na pewno odda, co zabrał, byle tylko Kita-Kiwa chciał się z nim pogodzić, a młody król, który najwięcej zawinił, niech odda ojcu koronę, bo nie umie rządzić, kiedy w jego kraju są bunty.
Każdy tak sobie myśli, ale czekają, co powie Maciuś.