Dobrze. Wsiedli w łódkę, jadą na okręt handlowy; a tam wszyscy pijani. I Maciuś też. Z nikim nie można się dogadać.

Złapali ich królowie, ściskają, całują, dziękują, że napisali protokół. To śpiewają, to zaczynają płakać, że ich mało co ludożercy nie zjedli, to znów, że smutny król gardzi nimi i pić nie chce.

Wyrwali protokół młodego króla — podpisali, że tak właśnie dobrze. Potem podpisali protokół smutnego króla: tak dobrze.

— Czy warto się kłócić o głupstwa? Nawet lepiej, jeśli królowie poplączą. Bo potem ministrowie mają zajęcie, żeby wszystko poprawić i doprowadzić do porządku.

Wiwat, niech żyje protokół! Wiwat lord Pux, który posiedzenie doprowadził do końca! Wiwat młody król! Wiwat smutny król! Kochajmy się! Niech żyje Maciuś Reformator!

Teraz moja opowieść zupełnie inna. Bo z chwilą kiedy Maciuś wylądował na bezludnej wyspie, od razu wszystko było inaczej. Przedtem było tak, teraz jest tak. Jakby zupełnie inny Maciuś, jakby mu się śniło albo jakby przedtem mu się wszystko śniło, a teraz się dopiero obudził. Dziwi się Maciuś. Dziwi się, że tak od razu wszystko się zmieniło. Nic go nie obchodzą królowie ani tron, ani Murzyni, ani dzieci — nic a nic go nie obchodzi. Niech sobie robią, co chcą. Ten dawny Maciuś, który prowadził wojny, wygrywał i przegrywał bitwy, więziony w niewoli; Maciuś, który ucieka z więzienia, tuła się, znów ucieka — to jakby ktoś, o kim Maciuś słyszał, może go nawet znał. Ale bardzo dawno.

Siedzi Maciuś nad morzem, rzuca w wodę kamyki. Taki ładny kolor ma woda. Tak jest cicho i ładnie, i dobrze. Nikogo się Maciuś nie boi, przed nikim się nie ukrywa, z nikim nie mówi, nie myśli, co będzie jutro.

„A może naprawdę wszystko się tylko śniło”.

Nie, to było, ale bardzo dawno.

I to nie: owszem, było niedawno. Tylko co? Ano nic. Maciuś jest zupełnie inny niż był. I dziwne, że tak długo był taki i wcale nie wiedział, że może być inny. A który jest prawdziwy Maciuś: czy dumny król-Reformator, czy cichy i zamyślony dobrowolny wygnaniec bezludnej wyspy, Maciuś-filozof?