Dwaj urzędnicy wnieśli ogromną księgę i tam rzeczywiście pod numerem 47000000000 zapisane było imię, nazwisko, adres tego chłopca i w linii: treść listu — zapisane było: prośba o buty do szkoły.
— Jestem urzędnikiem od lat dwudziestu i w mojej kancelarii zawsze był porządek.
Maciuś był sprawiedliwy. Podał sekretarzowi rękę i powiedział:
— Serdecznie panu dziękuję.
Więc wymyślili taki sposób:
Listy czytane będą tak, jak dotychczas, przez urzędników. Ciekawsze listy wybierane będą dla Maciusia, ale żeby tych listów nie było więcej, jak sto. Listy z prośbami czytane będą osobno i dwóch urzędników będzie sprawdzało, czy tam napisano prawdę.
— Ten chłopiec pisze, że mu potrzebne buty. A może kłamie. Jak mu król pośle buty, on je może sprzeda i kupi sobie różne głupstwa.
Maciuś musiał przyznać, że to słuszna uwaga. Pamiętał, jak na wojnie w ich oddziale był jeden żołnierz, który sprzedawał buty i kupował wódkę, a potem znów przychodził po buty, że mu się podarły.
To wielka szkoda, że ludziom nie można wierzyć; ale co robić?
— Można jeszcze i tak zrobić, że jak urzędnicy sprawdzą, że to prawda, królewska kancelaria pośle po dziecko, i ono przyjdzie na audiencję, i wasza królewska mość sam będzie dawał, o co ono prosiło.