Aeroplan zatoczył w powietrzu koło — znów było niedobrze.

— W lewo, mniejsze koło, dobrze.

— O, widzę, widzę, tak, to polanka, ale co to?

— W górę — krzyknął Maciuś przerażony.

Znów wznieśli się wyżej, a do uszu ich dobiegł z dołu taki krzyk, jakby cały las wrzeszczał.

Cała polanka przed królewskim namiotem pełna była ludzi. Głowa koło głowy.

— Coś się musiało stać. Albo Bum-Drum umarł, albo jest jakieś święto.

— No dobrze, ale nie możemy przecież na łby im wjeżdżać.

— A no, trzeba wznosić się i opadać, aż zrozumieją, że muszą się rozejść, bo inaczej ich porozbijamy.

Siedem razy podnosili się w górę i zniżali, aż dzikusy zrozumieli, że ten wielki ptak chce usiąść na polance, więc nie bez trudu — cofnęli się między drzewa — i aeroplan spokojnie wylądował.