Ale on taki kontent, że mu się dobrze udało. A tu nagle minister sprawiedliwości mówi:

— Panowie ministrowie, proszę o uwagę. Odłóżcie panowie cygara.

Zaraz się domyślili, że coś się stało. A minister sprawiedliwości włożył na nos okulary i zwraca się do pomocnika sekretarza stanu.

— Aresztuję pana w imieniu prawa, jako szpiega i zdrajcę. Zgodnie z paragrafem 174 będzie pan powieszony.

A temu oczy wyszły na wierzch, jak gały, zaczął wycierać pot z czoła, ale udaje jeszcze spokojnego.

— Panie ministrze, ja nic nie wiem, ja nic nie rozumiem. Jestem chory, mam kaszel. Bo szybę wybili w moim gabinecie. Muszę iść do domu, położyć się do łóżka.

— Nie, bratku, nie uciekniesz mi. Już ciebie w więzieniu wyleczą.

Wchodzi pięciu więziennych stróżów i zakładają mu łańcuchy na ręce i nogi.

— Co się stało? — pytają zdumieni ministrowie.

— Zaraz panowie zobaczycie. Proszę, niech wasza królewska mość złamie pieczęcie tych listów.