— Chcą pomówić o fajerwerkach.

Maciuś zły i głodny idzie do swego gabinetu, bo teraz mało przyjmował Maciuś w sali tronowej. Nie było czasu na ceremonie.

— Czego panowie chcecie? Tylko proszę mówić krótko, bo nie mam czasu.

— Słyszeliśmy, że mają przyjechać dzicy królowie, więc trzeba im pokazać coś takiego, co im się spodoba. Ogród zoologiczny ich nie zajmie, bo dość widzieli u siebie dzikich zwierząt. Na teatrze też się nie znają...

— No dobrze, dobrze — domyślił się Maciuś — więc chcecie urządzić fajerwerki.

— Tak jest.

Na wszystkich rządowych domach ustawią rakiety. W królewskim parku zbudują wysoką wieżę. Dalej: młyn. I taki niby wodospad. I wieczorem wszystko to się zapali. Z górnej części wieży będą szły w górę rakiety z czerwonych ogni, a spadać będą zielone i niebieskie kule — niżej kręcić się będą młynki z zielonych i czerwonych iskier. W ogniu zakwitać będą różnokolorowe kwiaty. A wodospad płynąć będzie ognistym deszczem.

— Oto rysunki. Niech wasza królewska mość zechce obejrzeć.

Rysunków, jak to będzie wyglądało — przynieśli ci pirotechnicy sto dwadzieścia. Maciuś ogląda, a obiad tymczasem stygnie.

— A ile to będzie kosztowało? — pyta się Maciuś przezornie.